AKTUALNOŚCI
Tego finału nie zapomnimy nigdy!🔥
21 lipca 2026
Podczas finału piłkarskich mistrzostw świata oczy kibiców były zwrócone na wielką piłkę. Dla nas jednak najważniejszy finał odbył się dzień wcześniej – w Kleszczowie pod Bełchatowem. Po kilku miesiącach walki, marzeń i oczekiwania stanęliśmy przed szansą, o której jeszcze niedawno nikt nawet nie odważyłby się mówić.
Zapowiadano ten mecz jako pojedynek Dawida z Goliatem. Kopciuszka z A Klasy z klubem z ponad stuletnią historią, występującym o dwie klasy rozgrywkowe wyżej. Teoretycznie nie mieliśmy prawa postawić się Stali Bielsko-Biała.
Tyle teoria.
Bo futbol od zawsze pisze własne scenariusze.
My pojechaliśmy tam po prostu cieszyć się chwilą. Nie musieliśmy nikomu niczego udowadniać.
Już przed pierwszym gwizdkiem było widać, że na trybunach przewaga kibiców Stali jest przygniatająca. Ale liczby nie grają. I nie śpiewają. Nasi najwierniejsi fani byli słyszalni od pierwszej do ostatniej minuty. Były momenty, kiedy nad stadionem w Kleszczowie niosło się tylko jedno...
GKS! GKS! GKS!
A potem rozpoczęła się bitwa.
Nie było kalkulacji. Nie było respektu. Była walka o każdy centymetr boiska. O każdą piłkę. O każdy pojedynek.
Przedmeczowe analizy rozsypały się już po kilku minutach. Owszem, zawodnicy Stali mieli momentami nieco większe posiadanie piłki, ale kompletnie nie przekładało się to na sytuacje bramkowe. Nasza defensywa funkcjonowała znakomicie. Asekuracja, przekazywanie krycia, wzajemna pomoc – wszystko działało jak w dobrze naoliwionej maszynie. Widać było jedno – każdy z naszych zawodników poszedłby za kolegę w ogień.
Najlepszą okazję pierwszej połowy miał Michał Chodkiewicz, który po strzale głową był bardzo blisko otwarcia wyniku.
W przerwie ponownie słyszeliśmy te same głosy.
“Teraz na nich siądą.”
“Wypompowali się.”
“Druga połowa będzie egzekucją.”
Egzekucji nie było.
Był za to GKS Transbruk Górsk.
Na skrzydłach szaleli Kuba Lubiszewski i Bartek Szymanek, a z każdą minutą nasi zawodnicy wyglądali tak, jakby mieli jeszcze więcej sił niż wcześniej. Każda zmiana dawała drużynie nową energię. Każdy czerwono-niebieski żołnierz wchodzący z ławki zostawiał na boisku kawał serca. Nikt nie odpuszczał. Nikt nie chciał się poddać.
Czy naprawdę było widać dwie klasy różnicy między zespołami?
Ocenę pozostawiam Wam.
Jeszcze przed końcowym gwizdkiem byliśmy o milimetry od napisania pięknej historii!
Po agresywnym, kąśliwym dośrodkowaniu – naszym zdaniem bezsprzecznego MVP tego spotkania – Kuby Lubiszewskiego, Rafał Gołębiewski był o centymetry od zadania decydującego ciosu.
Do dziś zastanawiamy się...
Jak to nie wpadło? ![]()
Dziewięćdziesiąt minut nie przyniosło rozstrzygnięcia.
O wszystkim musiały zdecydować rzuty karne.
Tam o jedno trafienie lepsi okazali się zawodnicy Stali Bielsko-Biała. To oni sięgnęli po zwycięstwo i sponsoring o wartości 60 tysięcy złotych.
Wyjątkową oprawę finału podkreśliła również transmisja na żywo na kanale YouTube Kanału Zero, dzięki której tysiące osób w całej Polsce mogły śledzić losy tego spotkania. Gościem specjalnym wydarzenia był Krzysztof Stanowski, a GKS Transbruk Górsk pokazał się przed ogólnopolską publicznością z jak najlepszej strony.
A u nas?
Najpierw była sportowa złość.
Bo byliśmy o włos od sprawienia sensacji.
Później jednak opadł kurz.
I wtedy dotarło do nas coś znacznie ważniejszego.
Wstydu nie było.
Daliśmy z siebie dwieście procent. Godnie reprezentowaliśmy województwo kujawsko-pomorskie na arenie ogólnopolskiej i pokazaliśmy całej piłkarskiej Polsce, że GKS Górsk nie znalazł się w tym finale przypadkiem.
Gratulujemy Stali Bielsko-Biała zasłużonego zwycięstwa i dziękujemy za stworzenie świetnej atmosfery zarówno na boisku, jak i na trybunach. Takie mecze pokazują, że piłka nożna naprawdę potrafi łączyć ludzi.
Dziękujemy Gminie Zławieś Wielka oraz Zakładowi Usług Komunalnych z Rzęczkowa. To dzięki Waszemu wsparciu mogliśmy zorganizować wyjazd naszych kibiców do Kleszczowa i z wysokości trybun wspólnie przeżywać te wyjątkowe emocje. Dziękujemy również wszystkim sponsorom i partnerom, którzy każdego dnia dokładają swoją cegiełkę do rozwoju naszego klubu. To także Wasz sukces. Bez Was ta piękna historia po prostu nie mogłaby się wydarzyć.
Dziękujemy Fanatykom GKS-u.
Za gardła zdarte do ostatniego gwizdka.
Za wiarę.
Za bębny.
Za to, że choć było nas mniej, to chwilami to właśnie GKS niósł się najmocniej po stadionie w Kleszczowie.
Dziękujemy naszym zawodnikom.
Trenerowi.
Kierownikowi.
Działaczom.
Każdemu, kto od sześciu lat dokłada swoją cegiełkę do tej historii.
Bo właśnie tyle lat temu rozpoczęła się wyboista droga, która zaprowadziła nas do miejsca w którym jesteśmy.
I jeśli po tym finale możemy coś obiecać, to tylko jedno...
My dopiero się rozpędzamy.
Jeszcze będzie głośno o GKS-ie.
O tym z Górska.
Pod Toruniem.
Obiecujemy!
Wracamy do domu na tarczy.
Ale z podniesioną przyłbicą.
Bo są porażki, po których się płacze.
Są też takie, po których czuje przede wszystkim dumę.
I właśnie z takim uczuciem wracaliśmy z Kleszczowa.
HEJ GKS! ![]()
![]()